Henry Moore w Krakowie

Ręka w górę, kto nie wie kim jest Henry Moore? No dobrze… Możecie już opuścić ręce. Postaram się Wam w wielkim skrócie przybliżyć jego sylwetkę.

Temat wystawy nie jest przypadkowy. Odnosi się bowiem do jednego z fundamentalnych tematów podejmowanych przez Moore’a.

Natura i jej kształty stanowiły dlań nieskończone źródło inspiracji.

„Przestrzeń, odległości, pejzaż, rośliny, kamienie, kości – wszystko to oddziałuje na mnie i daje mi nowe pomysły” – pisał.

Swojej fascynacji nie ograniczył jedynie do obserwacji, ale dołączył do niej również swoisty rodzaj kolekcjonerstwa. Zbierał: kamienie, muszle czy gałęzie a fascynacja nimi jest dostrzegalna w jego pracach.

Poniżej: trzy rzeźby przed gmachem głównym Muzeum Narodowego

Uważał, że „rzeźba musi mieć w sobie życie, siłę witalną, musi dawać uczucie organicznej formy, określonego patosu i ciepła”.

Co równie istotne – był zdania, że naturalnym miejscem rzeźby jest nie zamknięty budynek, lecz otwarta przestrzeń – rzeźba jest sztuką open air, otwartej przestrzeni.

Oprócz przyrody, drugim motywem, przewijającym się, w twórczości Moore ‘a jest figura. Przybiera ona najczęściej postać matki z dzieckiem lub leżącej postaci ( albo łączy w sobie obie te cechy). Można stwierdzić, że figura matki jest pewnego rodzaju obsesją rzeźbiarza.

„Spoczywająca figura może spoczywać na jakiejkolwiek powierzchni. Jest wyzwolona i stabilna w tym samym czasie. Pasuje to do mojego przekonania, że rzeźba powinna być permanentna, powinna przetrwać wieczność”.

Na opisywanej wystawie zebrano 21 prac artysty. Obejmują one zarówno dzieła inspirowane naturą, formy abstrakcyjne, jak również rzeźby figuratywne. Zrealizowano ją w konwencji spaceru po czterech oddziałach Muzeum Narodowego, w zgodzie ze wspomnianym wyżej, pragnieniem Moore’a by jego prace nie były zamykane w muzealnych ścianach.