Co przeczytać w czasie długich jesiennych wieczorów? Propozycje dla zwolenników horrorów: Graham Masterton – Wirus oraz Stephen King – Instytut.
Graham Masterton – Wirus
Groteska. Napędzana absurdem. Moje pierwsze myśli były taki: cóż Cię mój drogi Grahamie skłoniło do wyboru jakże komicznego tematu do napisania horroru? Przecież ja nie będę wiedział czy śmiać się czy płakać! Ale czekaj…

Przymykam jedno oko i czytam dalej. Niespodziewanie każdy kolejny rozdział wciąga dalej. Sprawia, że od lektury nie sposób się oderwać. Masterton w oparach absurdu rozwija kolejne wątki, a ja, czytelnik, brnę w nie bez zastanowienia. Aż do samiutkiego końca na stronie 390…
Książkę Wirus czyta się szybko i bardzo dobrze. Co bardziej wrażliwi czytelnicy mogą poczuć się zniesmaczeni lub obrzydzeni krwawymi opisami morderstw. Nie bez powodu na okładce znalazł się znaczek 18+. Choć znając życie (i marketing) to bardziej on przyciąga do lektury niż od niej odstrasza.
Całkiem dobrze zarysowane są postacie bohaterów. Zarówno dwójki detektywów jak i pozostałych postaci – zarówno tych co przeżyli jak i tych co niezwłocznie po ich prezentacji umarli. Zwykle w makabryczny sposób.
Ciężko mi natomiast jednoznacznie stwierdzić, czy poleciłbym Wirusa. Jest to niewątpliwie specyficzny horror. Trudno mu odmówić klimatu. Makabryczne wydarzenia mają swój smaczek. Wszystko otula odrobina tajemnicy. Ale jednocześnie nie da się brać przedstawionych wydarzeń na poważnie. Nie raz można parsknąć śmiechem w najmniej odpowiednim momencie. Więc nie jest to mroczna opowieść z ciężkim klimatem.
Chyba zostanę przy stwierdzeniu, że Wirus to groteska w oparach absurdu…
Stephen King – Instytut
Nie czytuję Kinga namiętnie. Ostatnie co pamiętam dobrze, to powieść Ręka Mistrza. Wcześniej jakoś nie pamiętam. Później też nie pamiętam. Teraz pamiętam Instytut. I pozytywów więcej niż negatywów…

Pierwsze co pomyślałem po lekturze Instytutu to były de facto dwie rzeczy. Pierwsze – fajnie się czytało, ale te 650 stron zamieniłbym na trochę mniej. Może 500. Może nawet 400. Bez wielkiej straty i dla fabuły i dla klimatu. No ale co to byłby za King taki marny w słowach?
A druga rzecz? Chciałbym aby zniknął ostatni rozdział. Całkowicie zbyteczny. No ale cóż – co się raz zobaczy to się nie odwidzi.
Stephen King stworzył Instytut.
I muszę powiedzieć, że to głównie klimat mnie wciągnął i dzięki temu bardzo dobrze się to czytało. Dzieci o zdolnościach paranormalnych. Telekineza. Telepatia. To trochę taka wędrówka w czasy dawne, w czasy trochę jak z Archiwum X i tematy z tamtych czasów. Współczesna mistyka, gdzie zamiast strzyg i upiorów są ludzie inni od nas, wykazujący inne zdolności. Czyli de facto mamy do czynienia z fajną ale jednak bajką. Oczywiście, nie chcę urażać tych, którzy wierzą, że telekineza i telepatia istnieją w naszym świecie. Niemniej jednak seeing is beliving…
Instytut to bardzo dobra rozrywka. Stephen King nie zanudza, nie pędzi też w absurdy. W wykreowanym świecie cała sytuacja jest spójna, powiązania przyczynowo-skutkowe pasują do całości. Trochę na siłę – ale pasuje.
Postacie dramatu są wystarczająco dobrze zarysowane i posiadają swoją osobowość. Dzięki temu można wybaczyć mniejsze lub nawet te większe nieścisłości. Cóż, są i takie. Z perspektywy czytelnika widać je wyraźnie. Widać po zachowaniu i decyzjach ludzi. Nieracjonalne. Podyktowane tylko tym, że gdzieś później, czasem dużo później, w fabule książki to rozwiązanie się jednak pojawi. Więc trzeba wziąć czytelnika na przetrzymanie. I robić z niektórych person – głupków.
Mimo takich paru wad, Instytut to wyśmienite czytadło. Dość lekkie a zarazem emocjonujące. Dość wartkie a zarazem powolnie się rozwijające. Z klimatem mrocznym i tajemniczym, a jednocześnie niezbyt ciężkim i krwawym.
Czy ja napisałem właśnie, że to taki horror familijny? Bo tak, to taki horror familijny…
***
Horrory na długie jesienne wieczory!

***
Stephen King – Instytut (Wydawnictwo Albatros)
Opis wydawcy:
Mocny jak To, przerażający jak Podpalaczka!
Stephen King powraca do motywów znanych z jego najlepszych książek.
Zjawiają się w nocy.
W ciągu dwóch minut eliminują wszystkie przeszkody.
I uprowadzają obiekt.
Interesują ich dzieci.
Wyjątkowe dzieci…
Luke Ellis budzi się w pokoju do złudzenia przypominającym jego własny, tyle że bez okien. Wkrótce orientuje się, że trafił do tajemniczego Instytutu i nie jest jedynym dzieciakiem, którego tu uwięziono. To miejsce odosobnienia dla nastolatków obdarzonych zdolnościami telepatii lub telekinezy. W Instytucie zostaną poddani testom, które wzmocnią ich naturalną, choć nadprzyrodzoną moc. Opiekunowie nie mają skrupułów – grzeczne dzieci są nagradzane, nieposłuszne – są surowo karane. Wszyscy jednak, prędzej czy później, trafią do drugiej części Instytutu, a stamtąd nikt już nie wraca.
Gdy kolejne dzieci znikają w Tylnej Połowie Luke jest coraz bardziej zdesperowany. Musi uciec i wezwać pomoc. Bo jeśli komuś miałoby się udać, to właśnie jemu.
Tylko że nikt dotąd nie uciekł z Instytutu.
***
Graham Masterton – Wirus (Wydawnictwo REBIS)
Opis wydawcy:
Kiedy sięgniesz po tę powieść, nie kupisz już niczego w second-handzie!
W jednej z dzielnic Londynu dochodzi do tajemniczych zgonów. Piękna młoda Pakistanka Samira popełnia makabryczne samobójstwo. Spokojna pracownica sklepu z używaną odzieżą, Sophie, zabija chłopaka, a David, bezbarwny mąż-pantoflarz, niespodziewanie morduje żonę, która tyranizowała go od lat. Detektyw Jeremy Thomas Pardoe, który wraz z detektyw sierżant Dżamilą Patel prowadzi śledztwo, wkrótce odkrywa, że ze wszystkimi tymi sprawami mają związek ubrania…
Wkrótce na ulicach Londynu przestaje być bezpiecznie. Życie tracą kolejne osoby, a sytuacja zaczyna się wymykać spod kontroli. Rozwiązanie zagadki nie jest proste, a zagmatwana droga ku prawdzie wiedzie policjantów aż na odległą Litwę…